Jak w miarę bezpiecznie podejść do zakupu używanego samochodu. Nie daj się oszukać. -------Dzieło popełnia flamastero-------
Kategorie: Wszystkie | Co sprawdzić | Historie z życia | Kwiatki | Nie na temat | Oszustwa
RSS
czwartek, 20 marca 2008
Inspekcja

Już jakiś czas temu serwis internetowy otomoto uruchomił usługę dla swoich klientów o zachęcająco brzmiącej nazwie "inspekcja pojazdów". Żeby długo nie rozpisywać się na temat szczegółów napiszę tylko, że kupujący auto może wysłać na oględziny pojazdu "eksperta", który dokona oceny stanu technicznego pojazdu. Oczywiście nie ma nic za darmo, więc raport stanowiący opinię naszego eksperta przedłożony na ręce zamawiającego kosztuje mniej więcej tyle co badanie auta w pierwszym lepszym warsztacie samochodowym, przez Pana Hienia.

Jak zwykle szperając po internecie znalazłem ciekawy wątek rozwijany wśród klubowiczów marki Audi.
http://www.audiklub.org/phpBB2/viewtopic.php?t=75186

Jeden z klubowiczów poświęcił swoje kieszonkowe i zamówił taki właśnie raport. I tu właśnie chciałem wszystkich przestrzec przed tego typu usługą. Koncepcja i założenia są fajne. Nie znasz się na autach, nie czytasz mojego bloga :), nie masz czasu jechać na drugi koniec Polski tylko po to, żeby wrócić z niczym (no może nie z niczym, tyklo w konkretnym doświadczeniem) - zamów wizytę eksperta. Osoba ta powie Ci czy warto czy nie warto wydawać ostatnie oszczędności na upatrzone przez Ciebie auto.

Reasumując postram się pokazać, że na ekspertów też trzeba uważać. Prawda, do stracenia mamy tylko 100 pln ale... kupując praktycznie bezużyteczny raport możemy kupić praktycznie bezuteczne auto.

Raport

Zdjęcia

Nie ma co ukrywać. Zdjęcia są wykonane bardzo fajnie. Stanowią cenny materiał dowodowy. Na pewno jest ich więcej niż w ogłoszeniu.

A raport... chyba nawet nie ma co dłużej rozwodzić się nad przydatnością takiego dokumentu. 100 pln za kilkananaście dodatkowych zdjęć to naprawdę dużo.

A co jest w raporcie?

Data następnego badania technicznego... 14.031.2002... i jak tu uniknąć złośliwości?? Który to miesiąc?
A rok?? Auto przez 6 lat musiało nie być użytkowane?? Może to lepiej?
Felgi ze stopów lekkich - TAK, światła przeciwmgielne - TAK, ABS - TAK... itp... no przecież albo widać na zdjęciach, albo tak właśnie napisał sprzedający!! Ale czy klimatyzacja, alarm, poduszki itp - działają?? Nie wiadomo!
Cała pierwsza strona raportu to... po prostu znane informacje ułożone w nieczytelnej tabelce.

Co dalej? Stopień zużycia opon wyrażony w procentach? Coś to komuś mówi? 50% to dużo czy mało?
Opony do wymiany czy nie? A równomierność zużycia bieżnika?? Nie ważne.
Samochód umyty!! Pięknie.... po co taka informacja?
Ja w tabelkach nie znalazłem żadnej informacji wartej 100 pln.

A ostatnia kolumna? Ogólne wrażenie.
Bardzo pozytywne... wow... a w jakiej skali i co to oznacza?

Nie wiem nie wiem. Sami pomyślcie czy warto pakować 100 pln na takie rzeczy? Są naprawdę inne lepsze metody... Wasza decyzja.

piątek, 02 listopada 2007
Co sprawdzić, cz. 10: wyposażenie

W naszym wymarzonym aucie sprawdziliśmy na własną rękę już prawie wszystko co można było sprawdzić nie zatrudniając do tego zadania fachowców. Większość z tych rzeczy powinniśmy potwierdzić w autoryzowanej stacji obsługi, gdzie do naszej dyspozycji będą wszystkie niezbędne do tego celu narzędzia oraz fachowcy, którzy naprawdę znają się na rzeczy.

Teraz zabierzemy się za sprawdzenie całego wyposażenia, które zgodnie z ofertą sprzedającego powinno działać w naszym samochodzie. A więc elektryka, klimatyzacja, ABS, światła, wycieraczki, wspomaganie kierownicy, ogrzewanie szyb, ogrzewane fotele itp. ... i chyba co najważniejsze poduszki powietrzne. Z poduszkami sprawa jest o tyle skomplikowana, że we własnym zakresie mamy ograniczone możliwości sprawdzenia czy poduszki w naszym samochodzie są czy ich nie ma. Zwykle, jeśli sprzedający wie, że w samochodzie, którego chce się pozbyć nie ma poduszek, ponieważ zostały one już wykorzystane, to nie ma podstaw do tego, żeby informować że tych poduszek faktycznie nie ma. Kupujący i tak prawdopodonie nie sprawdzi tego faktu, a jeśli sprawdzi, to znajdzie się inny, który nie sprawdzi.

I nawet jeśli wszystkie kontrolki informujące o poduszkach w samochodzie informują Cię, że poduszki są to nie warto im wierzyć... Każdy elektryk potrafi tak przepiąć kable, aby świeciły się te kontrolki, które jemu się podobają. Tak więc nie pozostaje nic innego jak udać się ASO, podpiąć nasze auto do komputera i zaczekać na wydruk.

wtorek, 09 października 2007
Co sprawdzić, cz. 9: kilka dodatkowych rzeczy

Całkiem sporo rzeczy już sprawdziliśmy w naszym przyszłym samochodzie. Większość z nich byliśmy w stanie ocenić sami, przy wykorzystaniu naszej skromnej wiedzy na temat mechaniki samochodowej.
Teraz postaram się, krótko omówić kilka kolejnych elementów, na które warto zwrócić uwagę, a których zurzycie może powodować w przyszłości powstanie dodatkowych kosztów eksploatacji pojazdu.

Pierwszy taki element to przeguby napędowe

Przeguby są to elementy przedniego zawieszenia, które są częścią półosi napędowych. Krótko mówiąc elementy te są odpowiedzialne za przeniesienie napędu na przednią oś.
Dość ważnym elementem półosi są elastyczne osłony przegubów. Ich zadanie to zachowanie szczelności połączeń, zabezpieczenie przed zanieczyszczeniami układu i utrzymywanie smaru w okolicach przegubu.

Oznaką zużycia przegubów są między innymi drgania występujące podczas jazdy przy skręconych kołach.
A więc skręcamy koła naszego pojazdu maksymalnie w jedną ze stron, a następnie na wolnych obrotach zataczamy kółko. Jeśłi układ jest zużyty, usłyszymy 'pykanie', które od razu wzbudzi nasz niepokój.

Zużycie przegubów powoduje, że napęd nie jest przekazywany na koło umieszczone po danej stronie pojazdu. Nie trzeba chyba mówić, jakie skutki powoduje tego typu awaria.

Naprawa w tym przypadku nie jest ogromnym wydatkiem, koszty sięgają kilkuset złotych. 

 

Kolejny element to ocena zużycia skrzyni biegów.

Warto kupić samochód ze sprawnym tym elementem. Ewentualna wymiana wiąże się już z poważniejszymi kosztami. 

Skrzynię biegów sprawdzamy próbując czy wszystkie przełożenia podczas jazdy równie łatwo wchodzą. Przy okazji zwróćmy uwagę, czy biegi nie wyskakują. 

W niektórych modelach samochodów mamy do czynienia z 'naturalnymi' kłopotami z wrzuceniem niektórych biegów. Np. użytkownicy Hond Civic wspominają o drobnych problemach przy wrzucaniu biegu wstecznego, czy też pierwszego. Dlatego warto wcześniej poszukać w internecie informacji na temat danego modelu samochodu, czego możemy się spodziewać. Dzięki takim informacją możemy stwierdzić, czy samochód zachowuje się 'naturalnie' czy wykazuje oznaki nadmiernego zużycia.

O zużyciu skrzyni biegów (tak zwanego głównego wałka) może świadczyć różnica w pracy silnika na wolnych obrotach, przy wciśniętym pedale sprzęgła i przy zwolnionym. Do tego testu będziemy jednak potrzebowali drugiej osoby w środku samochodu, a my w tym czasie powinniśmy słuchać odgłosów silnika przy otwartej masce.

 

Ostani element, o którym opowiem to sprzęgło.  

Zużyte sprzęgło spowoduje, że nie będziemy mogli korzystać z możliwości zmiany biegów. Tak więc warto zadbać o ten element. Sprzęgło sprawdzamy zaciskając hamulec postojowy (ręczny), a następnie próbując ruszyć z drugiego biegu. Jeśli silnik zgaśnie wszystko jest w porządku. Jeśli nie, jest to oznaka, że tarcza sprzęgła jest już całkiem wytarta lub zużył się docisk sprzęgła. Jeśli zaś podczas ruszania czuć szarpanie to może to być spowodowane obluzowaniem się spręzynek amortyzujących tarczy. To także oznacza w niedługim czasie konieczność wymiany przynajmniej tarczy sprzęgła. Koszty wymiany kompletu sprzęgła to kilkaset złotych.

piątek, 21 września 2007
Co sprawdzić, cz. 8: cofnięty licznik

To chyba jeden z ciekawszych tematów. Biorąc pod uwagę fakt, że każdy z nas, kto chce kupić 5 letni samochód, chciałby by miął on na liczniku maksymalnie 30 000 km. Aby poprawić sobie nastrój zawsze można poszukać na allegro odpowiedniej aukcji i za jedyne 100 pln cofnąć licznik swojego nowo zakupionego samochodu.

Ale przecież wiadomo, że chodzi o zupełnie coś innego. Cofnąć licznik potrafi każdy. Ale co zrobić, aby sprawdzić rzeczywisty stan przebiegu pojazdu, którym jesteśmy zainteresowani?

Niestety w autoryzowanych stacjach obsługi danej zauważalna jest niczym nie uzasadniona niechęć mechaników do oceny rzeczywistego przebiegu pojazdu. Oczywiście taki mechanik, może popełnić błąd w ocenie i niesłusznie skrzywdzić sprzedającego, ale... jak nie teraz to samochód zostanie sprzedany przy okazji następnego klienta. Gorzej jakby skrzywdził kupującego mówiąc, że 10 letnie auto ma rzeczywiście 16 000 km przebiegu. Wtedy kupujący mógłby mieć uzasadnione pretensje do mechanika... a przy okazji dostałoby się całemu ASO.

Ale zawsze możemy poprosić mechanika, żeby ocenił stopień zużycia poszczególnych części pojazdu, klocki hamulcowe, końcówka kierownicy, wahacze, amortyzatory, itp. i ocenił 'czy wyglądają one na to, że przejechały 50 000 km, tak jak wskazuje licznik'. Prawdopodobnie mechanik nic więcej nam nie powie, no ale to i tak sporo.

Zawsze możemy sami spróbować ocenić faktyczny stan licznika. I to nawet nie znając się za bardzo na technologii produkcji samochodów. Jechaliście kiedyś samochodem, który miał 200 000 km na liczniku? Już w samym środku wozu widać, że że auto swoje już przeszło/przejechało. Najlepiej zwrócić uwagę na takie rzeczy jak tapicerka, dźwignia zmiany biegów, koło kierownicy. Łatwo poznać ślady zużycia tych elementów. Samochód, który przejechał 45 000 km nie wykazuje oznak zużycia tych elementów, chyba że właściciel był wyjątkową osobą. Warto zajrzeć też pod nogi i sprawdzić jak wyglądają gumowe nakładki na pedały. Czasem zauważymy jakieś ślady manipulowania przy tablicy rozdzielczej.

Nie ma pewnych metod, które dadzą nam jednoznacznie odpowiedź na pytanie, czy aktualny stan licznika naszego przyszłego samochodu jest stanem rzeczywiszym. Ale zawsze możemy spróbować to ocenić. I pamiętajcie, dostęp do 'firm' zajmujących się przekręcaniem liczników jest obecnie bardzo prosty, a 'usługa' jest wyjątkowo tania, więc nie ma co ukrywać, że każdy kto ściąga wozy z zachodu, albo kto profesjonalnie (dziwnie to słowo zabrzmiało) zajmuje się handlem samochodami używanymi może (choć nie musi) podnieść wartość samochodu, choćby cofając licznik.

poniedziałek, 17 września 2007
Co sprawdzić, cz. 7: hamulce

No to wracam po 2 tygodniowej przerwie spowodowanej udanym wypoczynkiem na łonie natury. Pełen zapału i chęci do pracy sugeruję, aby kupując używane auto sprawdzić...

Hamulce

Mogą się przydać, w przyszłości.
Tym razem zaczynamy od spraw trudniejszych. Sprawdzamy płyn hamulcowy. W tym celu powinniśmy odszukać zbiornik płynu hamulcowego. Najczęściej korek jest koloru żółtego lub czarnego, a na zbiorniku z płynem hamulcowym lub na nakrętce powinien znajdować się charakterystyczyny znaczek (O).

Np. taki:

Źródło: http://www.peugeot.triger.com.pl/exploatacja/zrob/image/zbiornik_plyn_ham.jpg

Jeśli kolor płynu hamulcowego niebezpiecznie zbliża się do czerni, oznacza, to że jak najszybciej należy wymienić płyn. Stary płyn może zawierać zbyt duże ilości wody co powoduje niską odporność na temperaturę, a zatem słabe własności hamowania. Nie muszę wyjaśniać czym to grozi.
Oczywiście należy też zwrócić uwagę na ilość płynu, czy nie ma go za mało lub za dużo. Ubytek płynu hamulcowego nie należy do częstych awarii, ale nadmiar płynu świadczy prawdopodobnie o próbie uzupełninia niedoboru :)

Co dalej? Sprawdźmy stan hamulca awaryjnego (ręcznego). Czy 'trzyma'. Po prostu staramy się ruszyć autem przy zaciągniętym hamulcu.

Stan klocków hamulcowych i tarcz możemy ocenić wykonując zwykły manewr hamowania. Auto nie powinno ściągać na boki, przeciwny przypadek może świadczyć o nierównomiernym zużyciu tarcz lub klocków. Jeśli natomiast podczas hamowania odczuwamy na kierownicy drgania, trzęsienie, to także wskazuje to na zużycie klocków lub tarcz.

Dla "bardziej zaawansowanyc" użytkowników polecam ocenę organolpetyczną stanu zuzycia tarcz i klocków. Najlepiej zdjąć koła i ocenić zużycie tych elementów. Jeśli nie mamy czasu ani ochoty na zdejowanie kół możemy zajrzeć w inetresujące nas lokalizacje przy pomocy maksymalnie skręconych kół przednich. W tej pozycji jest szansa ocenić zużycie tych elementów.

Podstawowa zasada

tarcze - zużyte tarcze posiadają porysowania, pęknięcia lub osiągnęły min. grubośc tarczy (niestety grubość dopuszczalna zależy od producentów). Pamiętajcie, że jeśli tarcze hamulcowe nadają się do wymiany, to trzeba wymienić obie (czyli parami), a ponad to przy tym zabiegu musimy wymienić klocki hamulcowe, co zdecydowanie zwiększa koszty naprawy.

klocki - jeśli grubość okładziny wynosi 5-7 mm to praktycznie nie nadają się one do użytku

piątek, 31 sierpnia 2007
Co sprawdzić, cz. 6: silnik

Kolejnym elementem naszego przyszłego wozu, któremu powinniśmy się przyjrzeć, przed podjęciem decyzji o zakupie, a nawet przed wydaniem 100 pln na sprawdzenie auta u fachowca, jest silnik. W zasadzie jest to najważniejszy element samochodu.

Zaczynamy od sprawdzenia wycieków oleju. Możecie być pewni, że jeśli olej wycieka z silnika, to sprzedający uprzednio zadbał o to, aby dokładnie wymyć te miejsca, które mogą wskazywać na uszkodzenie. Zbyt czysty silnik sugeruje, że właściciel mocno się napracował, by właśnie tak wyglądał, być może chciał ukryć przed nami wycieki oleju.

Trzeba więc podzielić ten etap na dwa i zajrzeć do silnika 'na sucho' oraz po opisanej wcześniej przejażdżce śladami tramwaju. Na sucho sprawdzamy co się dzieje w miejscu gdzie stoi nasze auto. Wycieki oleju możemy odkryć w postaci plam na ziemii. Sprawdzamy jak wygląda pokrywa zaworów (w zasadzie najbardziej widoczny elment silnika, najczęściej na pokrywie znajduje się nakrętka, gdzie możemy dolewać ubytki oleju), miska olejowa (to już trudniej wyjaśnić, element znajduje się w dolnej części silnika i wygląda jak miska, tylko że zamknięta od góry). Najlepiej po prostu dokładnie przejrzeć wszystkie elementy silnika, patrząc od góry, ale także i od dołu, starając się zajrzeć w każdy dostępny zakamarek silnika. Pamiętajmy jednak, że gdy robimy to po ówczesnym uruchomieniu silnika to niektóre elementy mogą być już nagrzane, więc trzeba być bardzo ostrożnym.

Jeśli dedydujesz się na zakup atua z silnikiem diesla (ten co tak warczy, wlewasz do niego olej napędowy nie benzynę i trochę na tym oszczędzasz) to potrzebna nam będzie druga osoba. Należy uruchomic silnik i ruszyć autem z drugiego biegu. W tym samym czasie należy obserwować wydech. Jeśli zauważymy charakterystyczne na polskich drogach dymienie z wydechu może to oznaczać zużyte końcówki wtryskiwaczy lub rozlegulowaną pompę. 

Jeśłi decydujesz się na benzyniaka podobny eksperyment w wyniku, którego zaobserwujesz siwy dym oznacza zużyte pierścienie. Nie są to rzeczy, które wymagają jakichś szczególnych napraw czy nakładów finansowych, jednak zawsze masz powód do negocjacji cenowych. Najpierw dowiedz się w ASO ile taka naprawa kosztuje. 

W silniku znajduje się bardzo medialny element, tzw. uszczelka pod głowicą. Ważny element, bo uniemożliwia dostanie się płynu chłodniczego do komory silnika. Uszczelki raczej nie widać nie rozkręcając połowy silnika (bez przesady), ale jej szczelność sprawdzamy przegazowując silnik i obserwując poziom płynu chłodniczego w pojemniku wyrównawczym. Pojemnik ten znajduje się najczęściej w przedniej częsci silnika i jest pół przezroczysty umożliwiając kontrolowanie poziomu płynu chłodzącego silnik. Wracając do uszczeglki pod głowicą, poziom płynu chłodniczego nie powinien się zmieniać.

Kolejna rzecz, do której niebędny będzie kawałek szmaty. Sprawdzamy konsystencję oleju na miarce poziomu oleju. Miarki szukamy, na pewno gdzieś ją znajdziemy, należy ją wyciągnąć, a przed naszymi oczami pojawi się kawłek dułgiego drutu. Jest to element, który każdy powienien wiedzieć gdzie się znajduje. W przypadku samochodów kilkuletnich powinno się systematycznie kontrolować poziom oleju w silniku. Ubytki mogą powodować zatarcie silnika. Wracając do konsystencji oleju, powinien on być gęsty i czarny, bez śladów wody, czy jakichkolwiek innych płynów. 

Wsłuchując się w pracę silnika możemy sprawdzić jeszcze kilka rzeczy. Utrzymując silnik na wysokich obratach przez jakiś czas, sprawdzamy czy nie przerywa. Jeśli słychać delikatne przerwania może to wskazywać na problemy z układem zapłonowym. Z kolei nierówna praca silnika na wolnych obrotrach wsakzuje na problemy z układem zasilania.

To chyba kilka takich ważniejszych rzeczy, które możemy sprawdzić sami.

Jeśli już zdecydujemy się udać z jescze-nie-naszym autkiem do stacji obsługi pojazdów możemy zlecić dodatkowo sprawdzenie ciśneinia w cylindrach. W każdym z nich powinno być takie samo, a dodatkowo posiadać odpowiednie wartości. Niepokojące wyniki wskazują na zbliżającą się konieczność dokonania remontu silnika, a tym samym pozwalają oszacować realny przebieg auta.

W zakładzie powinniśmy sprawdzić skład spalin, którymi raczy środowisko nasze auto. Jeśli jest nieodpowiedni po prostu nikt nie podstępluje nam badania techniczengo pojazdu, a więc nie da mu zezwolenia na poruszanie się po naszych drogach. Wtedy prawdopodobnie pozostaje nam do wymiany katalizator.

Niestety sprawdzenie silnika jest bardziej skomplikowanym działaniem, ale na pewno warto poświęcić więcej czasu na ten element, bo bez niego nasze auto jest bezużyteczne. 

poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Co sprawdzić, cz. 5: zawieszenie

Zawieszenie, czyli wszystko to co sprawia, że samochód trzyma się drogi.

W tym miejscu konieczne będzie sprawdzenie i wykorzystanie własnych umiejętności... jako kierowcy.
Wreszcie możemy zasiąść za kółkiem naszego przyszłego autka. Od razu możemy zabierać się do pracy. Oczywiście krótka przejażdżka prostą drogą nie zawadzi. Następnie wybieramy coś bardziej... normalnego, czyli przejazd kolejowy, tory tramwajowe, pobocze drogi, wyjątkowo zniszczona czy też właśnie przeznaczona do remontu droga... czyli dowolne miejsce, które będzie przypomianało naturalne warunki panujące na drodze. W końcu w przyszłości nie będziemy naszym autkiem sprawdzali stanu toru wyścigowego Monza, tylko będziemy korzystać z tego co nam oferuje życie.

Więc udajemy się na nasze tory tramwajowe. I tutaj koniecznie wyłączamy radio i staramy się odbyć naszą pierwszą podróż tym autkiem w zupełnej ciszy. Ważne jest, aby w tych warunkach rozpocząć... nasłuch. Słuchamy jak zachowuje się nasz egzemplarz. Na początek proste sprawy: jak zachowuje się deska rozdzielcza i wszystkie elementy tapicerki, łącznie z drzwaimi bocznymi, czy też tylną klapą bagażnika. Zużycie tych elementów może świadczyć o wcześniejszym rozkręcaniu wnętrza pojazdu, ale może to oznaczać też zwykłe zużycie pojazdu wskazujące na przebieg. Niestety wszystko może zależeć od danej marki samochodu. 

Druga rzecz, trochę trudniejsza. Sprawdźmy czy nie słychać dziwnych dźwięków wydobywających się z okolic amortyzatorów (przednich i tylnych). Do badania takiego można wykorzystać nasze słynne na cały świat przedskrzyżowaniowe spowalniacze poprzeczne lub koleiny wyżłobione przez autobusy, tiry i inny ciężki sprzęt. Jeśli amortyzatory są w dobrym stanie auto powinno utrzymywać kierunek jazdy. Do tego typu testu najlepiej stosować większe prędkości. Jadąc 40 km/h nic nie osiągniemy. Jednak amortyzatory zawsze najlepiej sprawdzić w stacji kontroli pojazdów. Tam otrzymasz wynik czarno na białym.

Trzecia rzecz. Tym razem spróbujmy znaleźć wyjątkowo gładki kawałek asfaltu... może nam się uda. Musimy sprawdzić jak zachowuje się nasze autko w takich, wyjątkowych, warunkach. Rozpędzamy nasz wózek jednocześnie puszczamy kierownicę i sprawdzamy trzymanie kierunku jazdy. Obserwujemy czy auto nie ściąga na jedną ze stron. Po chwili robimy przeprowadzamy ten sam test rozpoczynając manewr hamowania. Musimy przy tym pamiętać, że wynik testu może o tyle zakłamać rzeczywistość, że każda nierówność drogi, czy też np. wiatr mogą spowodować ściąganie auta. 

Ostatnia sprawa. Możemy wreszcie odpocząć. Zatrzymujemy auto i sprawdzamy jeszcze raz amortyzatory silnie naciskając nadwozie przy każdym z kół. Jeśli auto wyraźnie zaczyna się bujać, właściciela auta czeka wymiana amortyzatorów. Amortyzatory sprawne powinny powodować, że po próbie rozbujania auta, wraca ono do stanu spoczynku natychmiast.

To chyba tyle w tamacie stanu zawieszenie. Jednak trzeba pamiętać, że tego typu testy nigdy nie dadzą Ci jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o stan techniczny zawieszenia. Zawsze lepiej udać się do fachowca. 

wtorek, 21 sierpnia 2007
Co sprawdzić, cz. 4: Blacha i szkło

Blacha 

To w miarę proste zadanie. Nawet dla... kobiety. Przepraszam za pejoratywny wydźwięk tego stwierdzenia, ale z doświadczenia widzę, że to kobiety nie wierzą w swoje umiejętności niezbędne przy zakupie samochodu. To prawda, że większośc z nich kieruje się one zasadą: czerwony? biorę! Ale jeśli tylko byłyby w stanie zapomnieć na chwilę o zewnętrznych walorach wozu to są w stanie sobie poradzić z takim tematem jak blacha. Naprawdę! I to niekoniecznie trzeba się przy tym ubrudzić, choć nie zaszkodzi.

Blacha. Czyli wszystko to co jest metalowe, polakierowane. Blachę sprawdzamy odsłaniając dywaniki :)
Sprawdzamy jak układa się wykładzina, czy blacha jest równa, czy nie ma śladów harmonijki. Pamiętajcie, że z miejscach trudno dostępnych blachę wyklepać potrafią tylko Ci mechanicy, którzy teraz siedzą w Irlandii i zarabiają kupę kasy na sprzedawaniu lodów z automatu. Czyli zaglądamy pod fotel kierowcy, pasażera, pod tylne siedzenia, patrzymy jak wyglądają progi. Zapamiętujemy widok z lewej stroniy auta i porównujemy jak sprawa wygląda z prawej. Zaglądamy do bagażnika, patrzymy jak wygląda podłoga pod matami. Zaglądamy w miejsce koła zapasowego czy miejsce jest idelanie ogkągłe, czy nie ma śladów zgięć. I w końcu najważniejsze, idziemy do przodu i zerkamy, w jakim opakowaniu znajduje się silnik.
Jeśli auto miało dzwona to będzie widać charakterystyczne spawy, asymetrycznie umiejscowione.

To nie było chyba trudne. Teraz jeszcze prostrza sprawa, wymagająca jeszcze mniej wysiłku.

Szyby 

Zwykle szyby w samochodzie powinny być tej samej firmy i mieć takie same oznaczenia, data produkcji, producent. Dobrze jest porównać jakie szyby powinny być fabrycznie wstawione do Twojego modelu samochodu. To możesz sprawdzić na innym egzemplarzu.

Jeśli szyby były wymieniane to może to świadczyć o poważnej stłuczce, ale może też o niczym nie świadczyć, bo w końcu zawsze ktoś mógł się włamać kiedyś w przeszłości do naszego przyszłego wozu.

No cóż, temat niezbyt rozległy, ale zawsze blacha i szyby to są 2 elementy, które możemy sprawdzić sami, zanim udamy się do warsztatu i wydamy okrągłe 100 pln na oględziny wozu.

wtorek, 14 sierpnia 2007
Co sprawdzić, cz. 3: trochę lakieru

Dla większości kobiet, to co kładą sobie na paznokcie albo włosy nie jest bez znaczenia. Skoro to jest takie ważne dla naszych dam, to może powinno być równie ważne dla nas, Panowie. Idąc tym tropem, jakość lakieru, który uskuteczniają Panie, niech zatem będzie doskonałym wzorem przy zakupie auta.

Lakier, jaki przyjdzie nam codziennie oglądać jeżdżąc naszym jeszcze nie zakupionym samochodem, to bardzo ważna rzecz. Sprawdźmy, w jakim stanie on się znajduje.

Pierwsza rzecz to miernik grubości lakieru. To takie cenne urządzenie, dzięki któremu jesteśmy w stanie samodzielnie sprawdzić stan powłoki lakieru naszego jeszcze nie zakupionego samochodu. Urządzenia te mają naprawdę różne kształty, wielkości, w końcu funkcjonalności. Najlepiej poszukać ich, gdzieś na www.allegro.pl, czy tez www.kupsprzedaj.pl Szczególnie dla laików polecam małe urządzenie w kształcie długopisu (Auto Tester AT 500, czy coś w tym stylu). Można go kupić naprawdę tanio, nie trzeba czytać instrukcji obsługi, bo połknąć też go się nie da. Prosty w działaniu, jak... długopis :)

Miernikiem takim wykryjemy naprawdę szybko różnice w grubości lakieru w różnych częściach wozu. O czym takie różnice (in plus i in minus) mogą świadczyć? Oczywiście o tym, ze dana część była powtórnie lakierowana. Ale jak była powtórnie lakierowana, to jeszcze nic się nie dzieje, przecież ktoś mógł zarysować lakier, jakiś łobuz mógł uderzyć w maskę, zadrapać. Lepiej, gdy część została polakierowana, niż żeby rdza miała miejsce, żeby zaatakować nasz (jescze nie nasz) samochodód.

Jeśli nie mamy testera grubości lakieru zdajemy się na nasze niezawodne oko.

Sprawdzamy różnice odcienia lakieru - do tego potrzebne jest słońce. Dodatkowo czy w miejscach odprysków widać dwie warstwy lakieru, lub co gorsza szpachlę.

Jeszcze korzystając z dobrodziejstw słońca sprawdzamy czy lakier był równo nakładany - szczególnie w rogach da się zauważyć nierówności.

Czasem fachowcy, którzy jeszcze nie wpadli na pomysł sprawdzenia, jak się żyje za kanałem La Manche, nie mają na tyle rozumu, żeby pamiętać, że plastikowych części nadwozia się nie lakieruje. Prostym testem, przy wykorzystaniu narzędzia (przepraszam, narządu) wzroku sprawdzimy czy nie są pomalowane części nadwozia, które nie powinny być malowane (uszczelki, klamki, elementy zawieszenia, szyby itp.), czy nie ma zacieków lakieru, czy nie ma pęknięć szpachli. 

Po tym wszystkim jesteśmy coraz bliżej decyzji w sprawie zakupu auta :) 

Komu wierzyć

olga napisała:
szukając odpowiedzi na pytanie "jak sprawdzić stan techniczny auta" trafiłam na Twój blog..
mam plan kupić w najbliższych dniach autko [golf IV], chcę je sprawdzić [w każdym sensie], ale nie mam zielonego pojęcia gdzie się udać żeby sprawdzić jego stan techniczny..? czy w miejscu gdzie robią przeglądy techniczne [bo takowy i tak będzie potrzebny] sprawdzą mi wszystko w tym aucie? czy jest sprawne? czy nie jest po jakimś poważnym wypadku? czy jechać np. do serwisu volkswagena?
tej prostej informacji brakuje.. wszędzie piszą "sprawdź", ale nie piszą gdzie..

Gdzie sprawdzić stan techniczny?

Pojedź najpierw z kolegą :) Sama nie jedź oglądać samochodu. Nidgy, przenigdy! Ludzie nie są obiektywni w takich momentach. Wystarczy, że w internecie zobaczyliśmy fotki, już jesteśmy tacy szczęśliwi. Wyobraźnia uruchamia się w jednej chwili. To musi być nasz samochód.

A tak, pojedziesz z przyjacielem, choćby laikiem. To nie jego samochód będzie, to nie on będzie się nim zachwycał. Jego oko będzie bardziej czujne. Nie ma jak przyjaciele. Wszystko Ci odradzi.

No dobrze, jak już mu się nie uda Cię odwieść od zakupu samochodu, pokłucicie się tak że wykasujecie sobie numery telefonów z książki telefonicznej to pora udać się do fachowca.

Gdzie? Jak masz kogoś znajomego to do niego. Byle by miał ścieżkę diagnostyczną, kanał, był Twoim znajomym i niech chciał ani grosza za fatygę. Aha... no i musi się choć trochę znać na rzeczy.

Ciekawym pomysłem jest udanie się do stacji naprawczej KONKURENCYJNEJ marki. Byłem kiedyś z Oplem Astrą II w stacji naprawczej Daewoo. To był doskonały wybór. Człowiek, który nadzorował badanie mojego niedoszłego Opla, raczej nie przepadał za tą marką :) Znalazł tyle usterek, tyle rzeczy świadczących o niezgodności faktycznego przebiegu silnika ze stanem licznikowym, że w zasadzie po 15 minutach badania mogłem podziękować sprzedającemu. Nawet nie musieliśmy wjeżdżać na ścieżkę diagnostyczną.

Pamiętajcie, że jeśli udacie się do autoryzowanego serwisu samochodów marki, którą chcecie kupić to musicie liczyć się z tym, że oni wiedzą WSZYSTKO o tych samochodach, przecież z nimi pracują na co dzień. Ale... nie mają ani jednego powodu, aby mówić o danym samochodzie, że to kompletny wrak...

Jak chcesz kupić Golfa to jedź z nim do serwisu Hondy.

A odpowidając na pytanie GDZIE niestety nie spełnię Twojej prośby i nie powiem gdzie. W Warszawie może jakiś serwis jeszcze bym polecił, ale w innych miastach... nie mam takiej bazy danych, a co więcej sprawdzonej bazy danych. Jakichś polecanych serwisów przez internautów można poszukać oczywiście w necie (Google Twój przyjaciel :). 

 
1 , 2
Nazwam się Krzysiek i w pewnym momencie postanowiłem... naprawić świat moto.