Jak w miarę bezpiecznie podejść do zakupu używanego samochodu. Nie daj się oszukać. -------Dzieło popełnia flamastero-------
piątek, 06 czerwca 2008
Jak zarabiać na paliwie?

Wszyscy wokół mówią o rosnących cenach paliw. A to słaby dolar, a to rośnie. Raz baryłka kosztuje 150 USD raz spada do 120 USD. A u nas na stacjach... wciąż wzrosty. Niektórzy mówią o 6,00 pln/litr ON oraz 5,00 pln/litr PB95.

Ja natomiast chciałem pokazać jaka interesująca korelacja zachodzi pomiędzy spadającymi cenami paliw na rynku hurtowym, a rosnącymi cenami paliw na rynku detalicznym... Amazing.

Orlen publikuje dane z rynku hurtowego.

Trend widoczny jest na wykresie.

Prosty wniosek: od 7 dni ceny paliw na rynku hurtowym idą mocno w dół (niektórzy mówią o malejącym popycie). Co się zaś dzieje z cenami paliw na stacjach?

Ja tankuję na Neste, systematycznie, w Warszawie:
06.06.2008: 4,69
05.06.2008: 4,64
04.06.2008: 4,64
03.06.2008: nie miałem okazji sprawdzać
02.06.2008: nie miałem okazji sprawdzać
01.06.2008: 4,64
31.05.2008: 4,61

Ceny paliw na stacjach... idą systematycznie do góry. Wniosek: im taniej można kupić paliwo w hurcie, tym drożej trzeba sprzedać klientowi na stacji...

Nic więcej nie dodam...

 

czwartek, 08 maja 2008
Wyszukiwarki samochodów używanych

Już jakiś czas temu Orszulka przeprowadził krótką analizę wyszukiwarek samochodów używanych. Z jego relacji dowiecie się, z jakich serwisów warto korzystać a z jakich nie. Zresztą od czasu jego analizy niewiele się zmieniło w sieci.

A z drugiej strony i tak każdy z Was wybiera ten serwis, który jemu bardziej odpowiada. Jedni wolą wyszukiwarkę tekstową z drzewem kategorii a inni dobrą wyszukiwarkę zaawansowaną.

http://orszulka.net/o_tym_jak_kupowalem_samochod 

środa, 07 maja 2008
Brian Jones, yahoo.com

Dziś chciałem Wam przedstawić Briana. Brian pochodzi prawdopodobnie z Angli, może z USA (jak samo imię wskazuje), ale tak naprawdę to nasz krajan, który postanowił dorobić się na 'handlu' samochodami.

Pani Beata miała wątpliwą przyjemność nawiązania bliższej znajomości z tym Panem, więc przytoczę jej wypowiedź:

Witam, korespondowałam ze sprzedającym na temat zakupu tego auta (e-mail podany w ogłoszeniu) i wydaje mi się, że to jakiś głupi żart. Sprzedający nie potrafi podać numeru VIN auta ani numerów rejestracyjnych, żeby mozna było sprawdzić auto. Tłumaczenie jest następujace: auto jest w Londynie (ale nie potrafi powiedziec, gdzie jest zaparkowane, żeby mozna było kogoś podesłać i sprawdzić), zaś właściciel nie ma żadnych dokumentów bo pracuje w USA (a auto stoi jest w Anglii). Auto kupił w Niemczech bo miał żonę Niemkę, jak wyjechał z Niemiec zabrał je ze sobą do Londynu, ale tam nie może nim jeździć (auto ma kierownicę po lewej stronie) i chce sprzedać. Tłumacząc, iż juz raz pojechał na darmo do Londynu (Niemiec z którym się umówił nie przyjechał), dodatkowo przed zawarciem transakcji żąda, żebym przekazała za pomoca Western Union 1000 EURO na swoje nazwisko - żeby je odebrać będę musiała pojechac do Londynu. Jest to jego zabezpieczenie transakcji. Ja nie mam żadnego zabezpieczenia bo wpłacam te kasę i wywalam kolejne 500 EURO żeby ją odzyskac. Dla mnie to wszystko totalna ściema - według mnie to jakiś żartowniś, który siedzi w internecie i za przeproszeniem, jaja sobie robi. Uprzejmie proszę o wyjaśnienie tej kwestii. W razie konieczności przeslę korespondencje z tym panem. Pozdrawiam Beata

Pan Leszek też miał styczność z Brianem (a takie sympatyczne imię):

Prawdopodobnie jest to bandyta ktory chce w sposob bandycki zdobyc pieniadze korespondowalem z nim e-mailem ze samochod stoi w Londynie prosze powiekszyc pierwsze zdjecie i odczytac napis na zoltej tablicy tam chyba jet wyraznie napisane po niemiecku"Ankauf" wynika ze pobral zdjecie z jakiegos niemieckiego komisu przesylam e-maila ktory dostalem od niego:
Brian wrote: "The car is located in London/England and i am located in United States with my work. Few weeks ago somebody from Germany told to me that want to buy my car. I told him that is Ok,we will meet in London and we will make the deal. I was in London in the next day but no buyer, never respond to my emails or to my calls so here is what i am sugessting to you: With this service i am sure that you have the money and that you will come for sure in London.This service name is Western Union Money Transfer (www.westernunion.com). You must find the nearest Western Union agency and you will go there with your best friend. Your friend will be the sender and the receiver is you in London/England. I want to be 100 sure that you will be in London because once the money are sent you have to be in London to get the money. Right now i am located in United States but after i will get the receipt from Western Union i will come back in London to wait you and to finish the deal. That's why i need to see the receipt. I don't want to buy the plane ticket to come and then to wait you and maybe you will never come. If i will see the receipt then i will be sure that you will come and i will go to buy the ticket plane for London. After the transfer is made you must scan the receipt from Western Union and then send it in to my e-mail address attached so i can check. If you are agree then i will keep the car for you and after i will see the copy from WesternUnion then in maximum 1 day i will come back in London to meet with you. When we will meet in London we will go to a mechanic to confirm you that the car is OK and to Police so they can tell you that the car it's not stolen. I will change the name on the documents on your name and after that we will go both to WesternUnion to get the money sended by your wife or friend in London/England. If something is wrong with this car then i will give you 1000 Euros for your trip and for your time so please trust me because the car is like new.WesternUnion take comission for sending the money. This is not a problem because when we will meet in London i will give you back the money which you have paid for sending the money to London/England".
Moim zdaniem gdybym pojechal do Londynu zostalbym tam w bandycki sposob okradziony nie wiem czy ten przypadek nie kwalifikuje sie do zawiadomienia policjiz powazaniem Leszek M.

I może jeszcze dla tych co nie są anglojęzyczni, wyjaśnienie J.B., który także miał wątpliwą przyjemność poświęcenia chwili swojego cennego czasu Brianowi:

Niedziałający telefon, Brian Jones - bo tak podaje swe dane udaje, ze jest w Ameryce i wmawia, ze samochód przeznaczony do sprzedaży jest w Londynie (na zdjęciach widać,ze samochód jest w salonie w niemieckojęzycznym kraju). Każe wysłać pieniądze Western union do Londynu na moje nazwisko- niby,żeby wymusić mój przyjazd do Londynu w celach transakcji.Warunkiem transakcji jest przekazanie jemu mailem zeskanowanego dokumentu, jako dowód,że przekazałem pieniądze do Londynu dla siebie. Sprawdziłem w Western Union telef. 0 801 120 224 i w pierwszych słowach usłyszałem,że to oszust,że to nagminne wyłudzanie danych i w innych krajach nie sprawdza sie dokumentów przy wypłacaniu pieniędzy.Pieniądze może podjąć praktycznie każda osoba w tysiącach oddziałów na całym świecie np Włoszech,czy Francji. Sama treść ogłoszenia nie jest przestępstwem, natomiast kontakt z tym osobnikiem jest bardzo niebezpieczny i należałoby ostrzec innych przed tego typu praktykami.J.B.  

J.B. - a więc ostrzegam! Brian to prawdopodobnie oszust, ogłoszenia Briana z serwisów internetowych oczywiście znikają, ale na ich miejsce pojawiają się nowe. Brian zmienia imię na Mark albo Michael. Reguła pozostaje jednak ta sama, używa e-maili w domenach yahoo.com lub yahoo.co.uk - do czasu aż nie wpadnie na pomysł, że na aol.com, czy innym amerykańskim serwisie oferującym darmową pocztę, też może być całkowicie anonimowy.

10:23, flamastero , Oszustwa
Link Komentarze (156) »
czwartek, 20 marca 2008
Inspekcja

Już jakiś czas temu serwis internetowy otomoto uruchomił usługę dla swoich klientów o zachęcająco brzmiącej nazwie "inspekcja pojazdów". Żeby długo nie rozpisywać się na temat szczegółów napiszę tylko, że kupujący auto może wysłać na oględziny pojazdu "eksperta", który dokona oceny stanu technicznego pojazdu. Oczywiście nie ma nic za darmo, więc raport stanowiący opinię naszego eksperta przedłożony na ręce zamawiającego kosztuje mniej więcej tyle co badanie auta w pierwszym lepszym warsztacie samochodowym, przez Pana Hienia.

Jak zwykle szperając po internecie znalazłem ciekawy wątek rozwijany wśród klubowiczów marki Audi.
http://www.audiklub.org/phpBB2/viewtopic.php?t=75186

Jeden z klubowiczów poświęcił swoje kieszonkowe i zamówił taki właśnie raport. I tu właśnie chciałem wszystkich przestrzec przed tego typu usługą. Koncepcja i założenia są fajne. Nie znasz się na autach, nie czytasz mojego bloga :), nie masz czasu jechać na drugi koniec Polski tylko po to, żeby wrócić z niczym (no może nie z niczym, tyklo w konkretnym doświadczeniem) - zamów wizytę eksperta. Osoba ta powie Ci czy warto czy nie warto wydawać ostatnie oszczędności na upatrzone przez Ciebie auto.

Reasumując postram się pokazać, że na ekspertów też trzeba uważać. Prawda, do stracenia mamy tylko 100 pln ale... kupując praktycznie bezużyteczny raport możemy kupić praktycznie bezuteczne auto.

Raport

Zdjęcia

Nie ma co ukrywać. Zdjęcia są wykonane bardzo fajnie. Stanowią cenny materiał dowodowy. Na pewno jest ich więcej niż w ogłoszeniu.

A raport... chyba nawet nie ma co dłużej rozwodzić się nad przydatnością takiego dokumentu. 100 pln za kilkananaście dodatkowych zdjęć to naprawdę dużo.

A co jest w raporcie?

Data następnego badania technicznego... 14.031.2002... i jak tu uniknąć złośliwości?? Który to miesiąc?
A rok?? Auto przez 6 lat musiało nie być użytkowane?? Może to lepiej?
Felgi ze stopów lekkich - TAK, światła przeciwmgielne - TAK, ABS - TAK... itp... no przecież albo widać na zdjęciach, albo tak właśnie napisał sprzedający!! Ale czy klimatyzacja, alarm, poduszki itp - działają?? Nie wiadomo!
Cała pierwsza strona raportu to... po prostu znane informacje ułożone w nieczytelnej tabelce.

Co dalej? Stopień zużycia opon wyrażony w procentach? Coś to komuś mówi? 50% to dużo czy mało?
Opony do wymiany czy nie? A równomierność zużycia bieżnika?? Nie ważne.
Samochód umyty!! Pięknie.... po co taka informacja?
Ja w tabelkach nie znalazłem żadnej informacji wartej 100 pln.

A ostatnia kolumna? Ogólne wrażenie.
Bardzo pozytywne... wow... a w jakiej skali i co to oznacza?

Nie wiem nie wiem. Sami pomyślcie czy warto pakować 100 pln na takie rzeczy? Są naprawdę inne lepsze metody... Wasza decyzja.

piątek, 14 marca 2008
Oszuści z Zakopanego - zaliczki, zaliczki, zaliczki...

Tygodni Podhalański

Zastanawiałem się czy komentować ten artykuł. Ale po co? To jak deja vu. To juz się razy zdażyło, że każdy komentarz będzie już tylko powtarzaniem się.

Przeczytajcie i miejcie na uwadze nie korzystanie z tego typu form płatności. Błagam...

15:28, flamastero , Oszustwa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 lutego 2008
Jak kupiłem Toykę

Dużo rozpisywałem się wcześniej na temat 'na co zwrócić uwagę przy zakupie używanego samochodu'. Teoria teorią, a praktyka...?

Wreszcie przyszedł czas na zmianę auta.

Ostatnio jeździłem 2 lata Hondą Civic. Nie ukrywam, że z auta byłem bardzo zadowolony, ale czas na zmiany, odświeżenie taboru.

Jako człowiek internetu, decyzja mogła być tylko jedna. Auta szukałem tylko w internecie. 3 serwisy internetowe (autotrader, otomoto i gratka) zapewniają znalezienie odpowiedniego auta. Codzienne przeszukiwanie serwisów niestety nie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem, po pierwsze zajmuje zbyt dużo czasu, po drugie łącze internetowe, które posiadam nie pozwala na bezstresowe łączenie ze stronami www.

Doskonałym rozwiązaniem okazał się 'Powiadamiacz'. Narzędzie, dzięki któremu otrzymujesz na swoją skrzynkę e-mail ofety spełniające zadane kryteria. Prosta sprawa: ustawiamy rocznik, cena, paliwo i lokalizacje i raz dziennie z każdego serwisu na moją skrzynkę e-mail wpadały tylko te oferty, które mnie interesowały. Powiadamiacz otomoto nie zawsze do końca dobrze działał, ale w końcu gratka i autotrader w zupełności wystarczyły.

Analiza sytuacji rynkowej

Pierwsze założenie: nie dzwonię do nikogo przez pierwszy miesiąc. Czemu? Po prostu nie wiem, czy dane oferty to są 'okazje' czy nie. Przez pierwszy miesiąc badałem rynek, jakie samochody, z jakim przebiegiem, w jakim stanie 'wizualnym' spełniały moje oczekiwania. Po miesiącu wiedziałem dokładnie na co mnie stać. Francuskie i Włoski auta odrzuciłem z góry (to moje wewnętrzne założenie) - mimo że mogłem kupić nowszy samochód w tej samej cenie to zdecydowałem, że Francuz i Włoch to nie mój wybór.

Drugi miesiąc 

W drugim miesiącu zacząłem wybierać konkretne oferty. Jako że mój wybór padł na auto z silnikiem diesla, miałem ułatwione zadanie - czyli mniejszy wybór :)

Zaczęło się od Forda Focusa. Przyjżałem się z bliska ofercie, silnik 1.8 TDCi. Świetna cena w porównaniu z autami niemieckimi i japońskimi. Pytanie? Dlaczego taka cena? I tu z pomocą przyszły google.

www.google.pl, hasło: focus tdci problem

i wszystko jasne: silniki mają problemy z naszym polskim olejem napędowym, wymiana wtryskiwaczy kosztuje majątek, później auta nie chcą zapalać... itp itp... mi wystarczyło, nie stać mnie na 'skarbonkę'
Wiem, że teraz właściciele Focusów TDCi pojadą po mnie mocno, ale tak właśnie się pisze w necie o waszych autkach. Nie wiem jak jest w rzeczywistości, może Focusy mają inne zalety, albo warto kupować inne silniki... na zrezygnowałem, nie szukałem zalet, tylko wad.

Czyli samochody na F odpadły (Fiaty, Fordy i Francuzy).

Niemiec czy Japończyk 

Pozostał tyko taki wybór. Znajomi namawiali na mocne marki niemieckie, ja mocno trzymałem przy japończykach... pozytywne doświadczenie Hondy podpowiadało wybór.

W końcu pojawiła się 'nowa' Honda Civic, 1.7 ctdi. Dobra cena, zarejestrowana w Polsce, z papierami. Pół roku temu sprowadzona (uwaga, pierwsze ostrzeżenie, kto po pół roku użytkowania auta je sprzedaje) Telefon do właściciela, umówieni za 2 dni. 2 dni na badanie rynku. I znowu google.

Ctdi - silnik Isusu, nie Hondy!! Drugie ostrzeżenie.

Kolejny krok to forum hondy. I tam zaskoczenie!! Problem z załączaniem się turbo. Trzeba co pół roku jeździć do serwisu, żeby oczyszczać mechanizm turbo, bo się zacina!! Efekt... wyprzedzanie na drodze dwukierunkowej w kilku przypadkach kończyło się odłączaniem się turbo, co w efekcie powodowało brak mocy i możliwości uzyskania wyższej prędkości - co w efekcie mogło się skończyć śmiercią kierowcy i pasażerów. Brrrrr..... Amen, czerwona kartka, telefon do właściciela Hondy, nie ma co liczyć na klienta!! 

Były jeszcze VW Pasaty z silnikiem TDi - google było nieporadne. Praktycznie zero powtarzających się problemów. Większość tych opisanych to takie, które wynikały z braku bezwypadkowej historii pojazdu.

Jednak nie udało mi się znaleźć w okolicach mojego miejsca zamieszkania Passata z przebiegiem w okolicach 100 000 km...

Aż w końcu pojawiła się Toyka Corolla D-4D. Szybka rejestracja na forum internetowym Toyoty Corolli. Opinie nt. silnika. TDi i D-4D to chyba najlepsze silniki diesla na rynku, w swojej klasie cenowej. Kontakt z właścicielem.

Krótkie oględziny

Następny krok to tel. do ASO Toyoty. Umówiłem się na kompleksowe badanie auta. Sprawdzenie lakieru, podłączenie do komputera, sczytanie błędów, oględziny auta przez mechanika, sprawdzenie stanu podwozia, geometria. Wiadomo, 300 pln trzeba wydać, ale w całkowitym rozrachunku, opinia ASO się opłaca.

Ze sprzedawcą umówiłem się 30 minut przed badaniem auta w ASO. Przy całej transakcji towarzyszył mi znajomy, który miał za zadanie zniechęcać mnie do kupna auta.

Z zewnątrz auto wydawało się bardzo przyjemne, miłe, ladne, wymyte, odkurzone, zadbane - nic tylko kupować... jasne! Krótka przejażdżka też utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja stara Honda Civic jest do niczego i że ta 'nowa' Toyota Corolla to jest to co chcę MIEĆ!!

No dobrze, ale nie o to przecież chodzi przy zakupie auta. Przyjmując takie kryteria to można kupować NOWE NOWE auto, a nie NOWE UŻYWANE!!

Badanie ASO

Wizyta w ASO należała do przyjemnych. Panowie mnie zaproslili do środka. Byłem cały czas obecny przy oględzinach samochodu. Mechanicy opowiadali o stanie technicznym. Co jest do wymiany, zachwalali, stwierdzili japońskie pochodzenie auta. Plus. 15 minut badali powłokę lakieru - centymetr po centymetrze. Na tej podstawie uznali bezwypadkowość samochodu. Stan zawieszenia, hamulców, ilość zostawianych śladów na jezdni - wszystkie te informacje otrzymałem na stosownych wydrukach. Plus dodatkowe odpowiedzi na moje pytania - wszystko to pozostawiło na mnie bardzo pozytywną wrażenie nt. serwisu Toyoty. Co najważniejsze dopiero podłączenie do komputera pozwoliło na ocenę stanu wtryskiwaczy w D-4D - ich stan, wg internautów, miał mieć niebgatelne znaczenie przy zakupie auta.

Decyzja

Po wyjściu z ASO - zapada pozytywna decyzja o zakupie. Jeszcze tylko negocjacje ze sprzedającym. I umówiliśmy się na dzień następny na finalizację transakcji oraz na 'porządną' jazdę próbną!!

Zakup 

Ostatnia jazda autem wypadła pomyślnie, przy okazji zahaczyliśmy o komisariat policji, celem ustalenia czy pojazd nie jest aktualnie poszukiwany przez organa władzy.

Umowa przygotowana, kasa gotowa (część gotówką, część przelewem internetowym na oczach właściciela) i Toyka stała się moją własnością.

Wnioski? Do dziś nie wiem, czy dokonałem dobrego wyboru!! Skąd mam wiedzieć, nie mam żadnej pewności co do historii pojazdu. Na razie jestem zadowolony!! I niech tak pozostanie.

 

Przy okazji. Zaryzykuję i opowiem Wam jak sprzedawałem moją Hondę!
Jestem przekonany, że to cenne doświadczenie usłyszeć od SPRZEDAWCY jako on widzi całą transakcję i jakie triki stosuje... :)
Następnym razem.

wtorek, 26 lutego 2008
Mały come back

Wiem, wiem, wiem... prawie 3 miesiące przerwy!
Ilość czytelników bloga z dnia na dzień rośnie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że blog cieszy się sporą popularnością. Co mnie, nie urywajmy, bardzo cieszy. Z jednej strony kilka odnośników na stronach klubowych, z drugiej strony e-maile zachęcające do kontynuowania pisania, z jeszcze z trzeciej strony zainteresowanie blogiem ze strony redakcji znanego czasopisma motoryzacyjnego :) (na razie nie zdradzę jakiego, bo nigdy nic nie wiadomo).

Jest więc parę PLUSÓW, które powinny przesłonić mi oczywiste minusy (brak czasu) - jednym słowem potrzebna mobilizacja, żeby nie zabić już tej pracy, którą wykonałem.

Wniosek - wracamy do pisania!

Jeszcze raz dziękuję czytelnikom za e-maile i za te kilka komentarzy oraz innym 'czynnikom', które mam nadzieję będą mnie mobilizować do 'naprawiania świata moto'. Jednak nie ma to jak szczere zainteresowanie czytelników blogiem...

poniedziałek, 19 listopada 2007
Historie z życia - wielka wyprawa

Niedawno van_der_bart przysłał mi bardzo ciekawy tekst. Sam był w podobnej sytuacji jak Wy - postanowił kupić nowy używany samochód! Naprawdę polecam Wam ten tekst, jest bardzo życiowy, częściowo jest potwierdzeniem tego co ja Wam staram się 'wbić do głów' :), a częściowo van_der_bart wychodzi naprzeciw Waszym oczekiwaniom i podaje kilka naprawdę cennych porad. Oczywiście nie zapomniał też o puencie, więc historia zawiera wszystko co powinna zawierać. Miłej lektruy. Naprawdę warto!

Aha... i van_der_bart prosił, żeby nie podawać jego danych, imienia i nazwiska - stąd: van_der_bart.

Van_der_bart pozwoliłem sobie zredagować delikatnie Twój tekst, nie zmieniając, mam nadzieję, jego wartości :)

-----------------------
Witam, trafiłem tu (to chyba http://uzywane.blox.pl), bo chcę kupić auto. Kupuję juz od 2 miesiecy, bo
szukam konkretnego modelu z konkretnym wyposażeniem (wysokim). Przed wybraniem marki i modelu zastanowiłem, do czego mi się ów samochód przyda. Jestem młodym studentem, jeżdżę samochodem na wakacje, a kierowcą jestem z 6 letnim stażem. Samochód ma mi służyć w mieście (dlatego chcę autoamat), czasem, aby przewieść coś większego, w niedalekiej przyszłości planuję założyć firmę, a czemu by nie rodzinę (duży bagażnik), źle znosze upały w samochodzie (klima), auto do 20 tys. pln. Tak więc wymagania i cena podobna do tego co dają w Erze. Przed wybraniem auta rozeznałem się w cenach, i wyszło, że jeżeli będę miał cierpliwość to mi się uda i to nawet w Polsce.

Teraz moje rady.
Najlepiej wg mnie znaleść model, jaki się chce. Zrobić bilans do czego auto będzie nam teraz potrzebne, do czego w przyszłości (mniej więcej). Proponuję w internecie poszukać forum, gdzie wypowiadają się właściciele tego modelu. Wiadomo, że najwięcej informacji dostaniemy nie od sprzedawcy tylko od
prawdziwego właściciela. Wiadomo, że jeżeli jest zalogowany na forum to, nie będzie nam mówił, że auto jest super, idealne, ale żeby podzielić się z innymi użytkownikami plusami i minusami. Na forum jest dużo informacji, czasem się znajdzie obszerny poradnik przed kupnem, na co zwracac uwage w danej marce. Wiadomo, że każdy model ma jakies wady, a inny jakies inne :) Już wiemy mniej więcej o co chodzi. Po
drodze może ktoś nam wybije z głowy pewne funkcjie, które tylko się psuły a, że były mało popularne to drogie w naprawie i tylko dobrzy spece mogą to zrobić.

Następnie znajdujemy na forum polecany warsztat przez użytkowników w naszym mieście. Tu trzeba być cierpliwym, wiadomo każdy może napisać nawet sam mechanik, że u niego jest najlepiej, najlesza obsługa itd. Należy przebrnąc przez wszystkie strony (u mnie 32) i wyłowić ten co najczęściej był wymieniamy. Wiadomo 100 loginów nikomu się nie chce tworzyć. Następnie dzwonimy. Pytamy się bardziej szczegółowo na co zwracać uwagę. Tutaj ja spytałem się o automat w moim wymarzonym modelu (BMW serii 3 touring lata 1995-1999), bo wiadomo niezbyt popularny gażet u nas w Polsce oraz jakie są koszta ewentyalnych napraw. Mechanik (miły pan) powiedział, że mało awaryjne i wygodne użądzenie w tym modelu, jednak przestrzegał mnie przed dieselem, ktory to chce miec. Wszedłem ponownie na forum, sprawdziłem informacje na temat tego silnika i zgadza się - wadliwy, gdy się o niego nie dba. Tu też znalazłem poradnik na co zwracac uwagę przy kupnie diesla i juz mamy kilka ciekawych stron z drukarki.

Dalej szukanie ofert allegro, otomoto, autotrader. Znalazłem kilka, telefon do właściciela i rozmowa. Już przy rozmowie można stwierdzić, czy auto coś jest warte czy nie. Znając już nasz model wypytujemy się dokładnie czy zapala na zimnym, czy na cieplym itd. Zdjęcia są ważne, ale nie najważniejsze. W tym przypadku pan się nie plątał, więc decyzja - jedziemy! Ale nie od razu. Najpierw szukamy następnego na tej trasie, znajdujemy dzwonimy tu też wszystko wygląda w porządku. No to w drogę - jedziemy 600 km w jedną stronę, ale po 2 samochody, jak nie jeden to może drugi. Dzwonimy i mówimy, że jedziemy proszę nie sprzedawać.

Teraz bardzo ważna rzecz. Jeżeli już jedziemy kupić, trzeba mieć przy sobie umowę. Ważne, żeby poznać wszystkie kruczki, jak się zabezpieczyć w umowie na wypadek "własciciel mówi nie bite, a na pierwszym badaniu technicznym wychodzi, że złożony z 3 samochodów". Można wszystko zawrzeć w tej umowie w końcu państwo prawa (dobrze ze już nie "i sprwawiedliwosci"). [naprawdę nie mogłem usunąć tego komentarza :)]

Tutaj zaczyna się moja historia jak to poznałem Pana Zenka i Kafarafa Czegotojaniemoge.
Wieczór przed wyzjazdem zadzownił facet, który sprzedawał pierwsze autko, dla którego tak naprawdę jechałem i powiedział, że autko sprzedała jego nażeczona. Trudno podjąłem decyzję, że jednak jadę.
Warszawa-Wrocław. Po polsce nie jest miło. Pojechałem z ojcem, aby chłodnym rzucił okiem, bo wiadomo ja mogę być napalony. Jedziemy, dojeżdżamy do Wrocka, trochę juz zmęczeni. Auto jest - stoi - super, z daleka jak na zdjęciach. Im bliżej tym gorzej. Właścicielem jest Pan Zenek mechanik, klepacz. Zaczyna mówić, o tym samochodzie w między czasie przychodzi syn Kafarafa, wersja "kim to ja nie jestem". Po obejrzeniu środka już wiem, że przebieg 170 tys. to moze i był, ale już jakiś czas temu. To stwierdziłem dzieki forum, bo teraz wiem że skórzane dodatki przecierają się po ponad 250 tys. (tam wygladało na 400 tys. albo i wiecej chyba, że... szorstkie spodnie i ręce jak papier ścierny). Auto mialo być nie bite tylko lekko uderzone w lewy zderzak. Otóż przy lekkim uderzeniu - mowię do pana Zenka - nie wymienia się
lewych drzwi, dwóch reflektorów i przedniej szyby. On już zaczyna się plątać - nie wiem, tak już było jak kupiłem. Pytam się o tylne lampy, czy były wymieniane. Odpowiedź - nie, ja na to, że takich nie montowali, więc czemu takie dymione. Na to odpowiedź: bo to bmw i można było takie sobie od nowości zamówić, wiadomo - co klient chciał. Aha, kolejny przekręt, nie było takich swiateł fabrycznie. Wizualnie 2 pkt na 5. Ale w samochodzie nie o wygląd chodzi. Zapialilem - ok chodzi, na zimno w porządku, włączam ogrzewanie, klimę, bawię się cała elektryką, wszystko ok.

Teraz jazda próbna. Jeździ prosto, przy puszczonej kierownicy nie skręca, ma nawet kopa, jednak srodek trzeszczy. Po rozmowie z Kafarafem dowiaduję się, że może i był kręcony, ale, który nie jest (tu już
switełko czerwone powinno się włączyć i się włączyło). Jednak nie robili przeszkód, kiedy zaproponowałem czy sprawdzić geometrie można. Jednak wiadomo, jeżeli to mechanik mógł zrobić wszystko, zespawać tak wahacze, żeby jednak jeździł prosto, geometria też wyjdzie ok. Po jeździe próbnej, czyli na ciepłym silniku, już tak ładnie nie zapalał. Zenek stwierdził, że to drobnostka za 100 złotych, ale nie wymienił bo
sprzedaje i już nie będzie w niego ładować.

Poszliśmy coś zjeść i tam zaczeliśmy rozmawiać na spokojnie bez wtrącania się Pana Zenka i Kafarafa - co tez jest ważne. Technicznie może i dobry, ale za dużo wmawiania dziwnych rzeczy. Werdykt - albo złom, albo warto przymknąć oko na środek i zaryzykować, bo technicznie - jak dla laika - dobre. Jednak są wątpliwości, a jeżeli są wątpliwości - to nie warto.

Po powrocie zobaczyłem, jeszcze raz zdjęcia tego samochodu. Teraz widziałem, że robione były tak, aby nie pokazać wytarć skóry, aby do końca nie było widać kiepskiej, roboty lakiernika na lewym błotniku. Warto być cierpliwym, nie żałuję, że pojechałem, bo się nauczyłem jeszcze więcej - co może mi dać w przyszłości iż nie stracę ciężko zarobionych pieniędzy.

Troszke się rozpisałem, ale chciałem się podzielić moimi spostrzeżeniami totalnego laika na temat
samochodów, bo pomimo mojej cząstkowej wiedzy nadal mam świadomość, iż dobry ściemniacz potrafiłby mnie oszukać. Dlatego zawsze jak jadę w Polskę szukam warszatatu, który jeszcze zimniejszym okiem mi może powiedzieć co jest w aucie nie tak. Ten samochód spod Wrocka jeszcze jest w sieci, a minął ponad miesiąc, więc nie taki ze mnie frajer, bo jakbym przegapił okazje, już by go dawno nie było.

Warto zwrócić uwagę na wszystkie plusy i minusy danego modelu, może głos ludu przestrzeże przed jakimiś samochodami. Po za tym wiadomo, iż przy kupnie samochodu używanego wszystko może się zdarzyć. możemy trafić na egzemplaż nie psujący się, a możemy trafić na skarbonke bez dna (tylko
że, jak ją rozbijemy to bynajmniej nie wylecą z niej włożone pieniążki :). Tu też jest troche szczęścia. Jednak szcześciu można i należy pomóc. Im więcej my wiemy, im więcej o aucie (za pomocą mechanika) się dowiemy przed kupnem, tym szanse na trafienie grzmota maleją, a tym samym szanse na udany zakup rosną.

Życze Wam tego, aby każdy zakup był trafny i abyście nie trafiali na oszustów, albo ludzi znających wady ale milczących (miły był Pan Zenek, ale nie wszystko powiedział, nie nazwałbym go oszustem, ale jednak troszkę mijał się z prawdą czasami).

Jutro jadę jeszcze raz w trase. Może już ostatni raz, a może nie. Trudno raz się żyje, przynajmniej wiem że robie, dużo aby pomóc szczęściu :D Pozdrwawiam van_der_bart.

-----------------------

I ja się przyłączam do życzeń van_der_barta - bądźcie ostrożni, czujni przy zakupie auta używanego - i miejcie dużo szczęścia!! :)

piątek, 02 listopada 2007
Co sprawdzić, cz. 10: wyposażenie

W naszym wymarzonym aucie sprawdziliśmy na własną rękę już prawie wszystko co można było sprawdzić nie zatrudniając do tego zadania fachowców. Większość z tych rzeczy powinniśmy potwierdzić w autoryzowanej stacji obsługi, gdzie do naszej dyspozycji będą wszystkie niezbędne do tego celu narzędzia oraz fachowcy, którzy naprawdę znają się na rzeczy.

Teraz zabierzemy się za sprawdzenie całego wyposażenia, które zgodnie z ofertą sprzedającego powinno działać w naszym samochodzie. A więc elektryka, klimatyzacja, ABS, światła, wycieraczki, wspomaganie kierownicy, ogrzewanie szyb, ogrzewane fotele itp. ... i chyba co najważniejsze poduszki powietrzne. Z poduszkami sprawa jest o tyle skomplikowana, że we własnym zakresie mamy ograniczone możliwości sprawdzenia czy poduszki w naszym samochodzie są czy ich nie ma. Zwykle, jeśli sprzedający wie, że w samochodzie, którego chce się pozbyć nie ma poduszek, ponieważ zostały one już wykorzystane, to nie ma podstaw do tego, żeby informować że tych poduszek faktycznie nie ma. Kupujący i tak prawdopodonie nie sprawdzi tego faktu, a jeśli sprawdzi, to znajdzie się inny, który nie sprawdzi.

I nawet jeśli wszystkie kontrolki informujące o poduszkach w samochodzie informują Cię, że poduszki są to nie warto im wierzyć... Każdy elektryk potrafi tak przepiąć kable, aby świeciły się te kontrolki, które jemu się podobają. Tak więc nie pozostaje nic innego jak udać się ASO, podpiąć nasze auto do komputera i zaczekać na wydruk.

wtorek, 16 października 2007
Historie z życia - przypadki doświadczonego

Kilka dni temu znajomy postanowił zmienić auto, zamarzyła mu się klasa średnia.

Pojeździł trochę po komisach w Warszawie, jego uwagę przykuło kilka aut, ale szczególnie warte opisu są dwa...

Renault Laguna II KOMBI 2.2 2002 r.
160 km, turbo diesel, 150 KM

Treść ogłoszenia jednoznacznie wskazuje, że sprzedawcą jest firma/komis (niestety nie mogłem ujawnić danych teleadresowych tego komisanta :( ) Niestety (?) auto sprzedawane jest prywatnie przez pracownika firmy, więc jeśli ktoś liczył na ewentualną gwarancję komisu, to się przeliczył.

Jak to prawdziwy kierowca kolega postanowił sprawdzić, jaki komfort kierowca będzie odczuwał po przenosinach do samochodu klasy wyższej. A więc do środka, na miejsce kierowcy... i tu pierwsze zaskoczenie... fotel kierowcy...

Środkowe szycie na fotelu kierowcy pekniete i czyms zaklejone - a zdjęcie tego efektu nie przedstawiało. Nie tego byśmy się spodziewali. No ale czego spodziewać się po używanym aucie...

Kolejne powody do narzekania... uszczelki we wszystkich drzwiach przetarte, w bagazniku sajgon - co by to nie miało znaczyć. Fotel skrzypi, klapka na radiu skrzypi... przecież nie kupujemy nowego samochodu tylko 5 letni francuski pojazd... To tylko jakieś drobnoski.

Gorzej, że podczas jazdy telepie się (tego do tej pory nie rozumiem, ale sądzę, że może to przeszkadzać), a z pomiędzy silnika i skrzyni dochodzi jakis łoskot - no to zaczyna być ciekawie.

Komentarz kolegi: "Myslalem, że za taką cenę zobaczę coś, co jest jej warte. Myslę, że ta Laguna mała grubo ponad 200 kkm albo ktoś jezdził nią na bardzo krótkich trasach z pelnym kompletem pasażerów"

Trzeba przyznać, że byłe taryfy się nie sprzedają...


Drugie auto. Saab 9-5 KOMBI 2.3 2000 r.
180 KM, przebieg 192000

Samochodzik starszy od Laguny, ale jednak to Saab!

"Biorąc pod uwagę wiek, przebieg i że jest to rzecz martwa to nadwozie ujdzie" - ładnie powiedziane.
Lekkie wgniecenie blotnika i zniszczone lusterko, halogen oraz zderzak troche "zmiędlone" - rzeczy martwe się zużywają...

W środku jak przystało na auto o przebiegu zbliżonym do 200kkm, a wygladał lepiej od Laguny - no ale to kwestia jakości którą oferuje fabryka.

Usterki: popsuty wyswietlacz komputera, jak go człowiek odpalił, to poszła wielka chmura siwego dymu. Średnie spalanie 20.1l na 100km - to dobre.

Żeby nie było samego narzekania, to silnik chodzi bardzo rowno. Dla odmiany niestety dość mocno słychać rozrząd, czyli w tym modelu na dzień dobry okolo 2-3k dopłaty.

Na koniec humorystycznie: "kluczyk od saaba wygladał jakby go pies wyżuł, ale karta od Laguny nie
lepiej".

 

Szukajcie INNYCH aut...

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Nazwam się Krzysiek i w pewnym momencie postanowiłem... naprawić świat moto.