|
piątek, 06 czerwca 2008
Jak zarabiać na paliwie?
Wszyscy wokół mówią o rosnących cenach paliw. A to słaby dolar, a to rośnie. Raz baryłka kosztuje 150 USD raz spada do 120 USD. A u nas na stacjach... wciąż wzrosty. Niektórzy mówią o 6,00 pln/litr ON oraz 5,00 pln/litr PB95. Ja natomiast chciałem pokazać jaka interesująca korelacja zachodzi pomiędzy spadającymi cenami paliw na rynku hurtowym, a rosnącymi cenami paliw na rynku detalicznym... Amazing. Orlen publikuje dane z rynku hurtowego. Trend widoczny jest na wykresie. Prosty wniosek: od 7 dni ceny paliw na rynku hurtowym idą mocno w dół (niektórzy mówią o malejącym popycie). Co się zaś dzieje z cenami paliw na stacjach? Ja tankuję na Neste, systematycznie, w Warszawie: Ceny paliw na stacjach... idą systematycznie do góry. Wniosek: im taniej można kupić paliwo w hurcie, tym drożej trzeba sprzedać klientowi na stacji... Nic więcej nie dodam...
czwartek, 08 maja 2008
Wyszukiwarki samochodów używanych
Już jakiś czas temu Orszulka przeprowadził krótką analizę wyszukiwarek samochodów używanych. Z jego relacji dowiecie się, z jakich serwisów warto korzystać a z jakich nie. Zresztą od czasu jego analizy niewiele się zmieniło w sieci. A z drugiej strony i tak każdy z Was wybiera ten serwis, który jemu bardziej odpowiada. Jedni wolą wyszukiwarkę tekstową z drzewem kategorii a inni dobrą wyszukiwarkę zaawansowaną.
środa, 07 maja 2008
Brian Jones, yahoo.com
Dziś chciałem Wam przedstawić Briana. Brian pochodzi prawdopodobnie z Angli, może z USA (jak samo imię wskazuje), ale tak naprawdę to nasz krajan, który postanowił dorobić się na 'handlu' samochodami. Pani Beata miała wątpliwą przyjemność nawiązania bliższej znajomości z tym Panem, więc przytoczę jej wypowiedź: Witam, korespondowałam ze sprzedającym na temat zakupu tego auta (e-mail podany w ogłoszeniu) i wydaje mi się, że to jakiś głupi żart. Sprzedający nie potrafi podać numeru VIN auta ani numerów rejestracyjnych, żeby mozna było sprawdzić auto. Tłumaczenie jest następujace: auto jest w Londynie (ale nie potrafi powiedziec, gdzie jest zaparkowane, żeby mozna było kogoś podesłać i sprawdzić), zaś właściciel nie ma żadnych dokumentów bo pracuje w USA (a auto stoi jest w Anglii). Auto kupił w Niemczech bo miał żonę Niemkę, jak wyjechał z Niemiec zabrał je ze sobą do Londynu, ale tam nie może nim jeździć (auto ma kierownicę po lewej stronie) i chce sprzedać. Tłumacząc, iż juz raz pojechał na darmo do Londynu (Niemiec z którym się umówił nie przyjechał), dodatkowo przed zawarciem transakcji żąda, żebym przekazała za pomoca Western Union 1000 EURO na swoje nazwisko - żeby je odebrać będę musiała pojechac do Londynu. Jest to jego zabezpieczenie transakcji. Ja nie mam żadnego zabezpieczenia bo wpłacam te kasę i wywalam kolejne 500 EURO żeby ją odzyskac. Dla mnie to wszystko totalna ściema - według mnie to jakiś żartowniś, który siedzi w internecie i za przeproszeniem, jaja sobie robi. Uprzejmie proszę o wyjaśnienie tej kwestii. W razie konieczności przeslę korespondencje z tym panem. Pozdrawiam Beata Pan Leszek też miał styczność z Brianem (a takie sympatyczne imię): Prawdopodobnie jest to bandyta ktory chce w sposob bandycki zdobyc pieniadze korespondowalem z nim e-mailem ze samochod stoi w Londynie prosze powiekszyc pierwsze zdjecie i odczytac napis na zoltej tablicy tam chyba jet wyraznie napisane po niemiecku"Ankauf" wynika ze pobral zdjecie z jakiegos niemieckiego komisu przesylam e-maila ktory dostalem od niego: I może jeszcze dla tych co nie są anglojęzyczni, wyjaśnienie J.B., który także miał wątpliwą przyjemność poświęcenia chwili swojego cennego czasu Brianowi: Niedziałający telefon, Brian Jones - bo tak podaje swe dane udaje, ze jest w Ameryce i wmawia, ze samochód przeznaczony do sprzedaży jest w Londynie (na zdjęciach widać,ze samochód jest w salonie w niemieckojęzycznym kraju). Każe wysłać pieniądze Western union do Londynu na moje nazwisko- niby,żeby wymusić mój przyjazd do Londynu w celach transakcji.Warunkiem transakcji jest przekazanie jemu mailem zeskanowanego dokumentu, jako dowód,że przekazałem pieniądze do Londynu dla siebie. Sprawdziłem w Western Union telef. 0 801 120 224 i w pierwszych słowach usłyszałem,że to oszust,że to nagminne wyłudzanie danych i w innych krajach nie sprawdza sie dokumentów przy wypłacaniu pieniędzy.Pieniądze może podjąć praktycznie każda osoba w tysiącach oddziałów na całym świecie np Włoszech,czy Francji. Sama treść ogłoszenia nie jest przestępstwem, natomiast kontakt z tym osobnikiem jest bardzo niebezpieczny i należałoby ostrzec innych przed tego typu praktykami.J.B. J.B. - a więc ostrzegam! Brian to prawdopodobnie oszust, ogłoszenia Briana z serwisów internetowych oczywiście znikają, ale na ich miejsce pojawiają się nowe. Brian zmienia imię na Mark albo Michael. Reguła pozostaje jednak ta sama, używa e-maili w domenach yahoo.com lub yahoo.co.uk - do czasu aż nie wpadnie na pomysł, że na aol.com, czy innym amerykańskim serwisie oferującym darmową pocztę, też może być całkowicie anonimowy.
czwartek, 20 marca 2008
Inspekcja
Już jakiś czas temu serwis internetowy otomoto uruchomił usługę dla swoich klientów o zachęcająco brzmiącej nazwie "inspekcja pojazdów". Żeby długo nie rozpisywać się na temat szczegółów napiszę tylko, że kupujący auto może wysłać na oględziny pojazdu "eksperta", który dokona oceny stanu technicznego pojazdu. Oczywiście nie ma nic za darmo, więc raport stanowiący opinię naszego eksperta przedłożony na ręce zamawiającego kosztuje mniej więcej tyle co badanie auta w pierwszym lepszym warsztacie samochodowym, przez Pana Hienia. Jak zwykle szperając po internecie znalazłem ciekawy wątek rozwijany wśród klubowiczów marki Audi. Jeden z klubowiczów poświęcił swoje kieszonkowe i zamówił taki właśnie raport. I tu właśnie chciałem wszystkich przestrzec przed tego typu usługą. Koncepcja i założenia są fajne. Nie znasz się na autach, nie czytasz mojego bloga :), nie masz czasu jechać na drugi koniec Polski tylko po to, żeby wrócić z niczym (no może nie z niczym, tyklo w konkretnym doświadczeniem) - zamów wizytę eksperta. Osoba ta powie Ci czy warto czy nie warto wydawać ostatnie oszczędności na upatrzone przez Ciebie auto. Reasumując postram się pokazać, że na ekspertów też trzeba uważać. Prawda, do stracenia mamy tylko 100 pln ale... kupując praktycznie bezużyteczny raport możemy kupić praktycznie bezuteczne auto. Nie ma co ukrywać. Zdjęcia są wykonane bardzo fajnie. Stanowią cenny materiał dowodowy. Na pewno jest ich więcej niż w ogłoszeniu.
piątek, 14 marca 2008
Oszuści z Zakopanego - zaliczki, zaliczki, zaliczki...
Zastanawiałem się czy komentować ten artykuł. Ale po co? To jak deja vu. To juz się razy zdażyło, że każdy komentarz będzie już tylko powtarzaniem się.
czwartek, 28 lutego 2008
Jak kupiłem Toykę
Dużo rozpisywałem się wcześniej na temat 'na co zwrócić uwagę przy zakupie używanego samochodu'. Teoria teorią, a praktyka...? Wreszcie przyszedł czas na zmianę auta. Ostatnio jeździłem 2 lata Hondą Civic. Nie ukrywam, że z auta byłem bardzo zadowolony, ale czas na zmiany, odświeżenie taboru. Jako człowiek internetu, decyzja mogła być tylko jedna. Auta szukałem tylko w internecie. 3 serwisy internetowe (autotrader, otomoto i gratka) zapewniają znalezienie odpowiedniego auta. Codzienne przeszukiwanie serwisów niestety nie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem, po pierwsze zajmuje zbyt dużo czasu, po drugie łącze internetowe, które posiadam nie pozwala na bezstresowe łączenie ze stronami www. Doskonałym rozwiązaniem okazał się 'Powiadamiacz'. Narzędzie, dzięki któremu otrzymujesz na swoją skrzynkę e-mail ofety spełniające zadane kryteria. Prosta sprawa: ustawiamy rocznik, cena, paliwo i lokalizacje i raz dziennie z każdego serwisu na moją skrzynkę e-mail wpadały tylko te oferty, które mnie interesowały. Powiadamiacz otomoto nie zawsze do końca dobrze działał, ale w końcu gratka i autotrader w zupełności wystarczyły. Analiza sytuacji rynkowej Pierwsze założenie: nie dzwonię do nikogo przez pierwszy miesiąc. Czemu? Po prostu nie wiem, czy dane oferty to są 'okazje' czy nie. Przez pierwszy miesiąc badałem rynek, jakie samochody, z jakim przebiegiem, w jakim stanie 'wizualnym' spełniały moje oczekiwania. Po miesiącu wiedziałem dokładnie na co mnie stać. Francuskie i Włoski auta odrzuciłem z góry (to moje wewnętrzne założenie) - mimo że mogłem kupić nowszy samochód w tej samej cenie to zdecydowałem, że Francuz i Włoch to nie mój wybór. Drugi miesiąc W drugim miesiącu zacząłem wybierać konkretne oferty. Jako że mój wybór padł na auto z silnikiem diesla, miałem ułatwione zadanie - czyli mniejszy wybór :) Zaczęło się od Forda Focusa. Przyjżałem się z bliska ofercie, silnik 1.8 TDCi. Świetna cena w porównaniu z autami niemieckimi i japońskimi. Pytanie? Dlaczego taka cena? I tu z pomocą przyszły google. www.google.pl, hasło: focus tdci problem i wszystko jasne: silniki mają problemy z naszym polskim olejem napędowym, wymiana wtryskiwaczy kosztuje majątek, później auta nie chcą zapalać... itp itp... mi wystarczyło, nie stać mnie na 'skarbonkę' Czyli samochody na F odpadły (Fiaty, Fordy i Francuzy). Niemiec czy Japończyk Pozostał tyko taki wybór. Znajomi namawiali na mocne marki niemieckie, ja mocno trzymałem przy japończykach... pozytywne doświadczenie Hondy podpowiadało wybór. W końcu pojawiła się 'nowa' Honda Civic, 1.7 ctdi. Dobra cena, zarejestrowana w Polsce, z papierami. Pół roku temu sprowadzona (uwaga, pierwsze ostrzeżenie, kto po pół roku użytkowania auta je sprzedaje) Telefon do właściciela, umówieni za 2 dni. 2 dni na badanie rynku. I znowu google. Ctdi - silnik Isusu, nie Hondy!! Drugie ostrzeżenie. Kolejny krok to forum hondy. I tam zaskoczenie!! Problem z załączaniem się turbo. Trzeba co pół roku jeździć do serwisu, żeby oczyszczać mechanizm turbo, bo się zacina!! Efekt... wyprzedzanie na drodze dwukierunkowej w kilku przypadkach kończyło się odłączaniem się turbo, co w efekcie powodowało brak mocy i możliwości uzyskania wyższej prędkości - co w efekcie mogło się skończyć śmiercią kierowcy i pasażerów. Brrrrr..... Amen, czerwona kartka, telefon do właściciela Hondy, nie ma co liczyć na klienta!! Były jeszcze VW Pasaty z silnikiem TDi - google było nieporadne. Praktycznie zero powtarzających się problemów. Większość tych opisanych to takie, które wynikały z braku bezwypadkowej historii pojazdu. Jednak nie udało mi się znaleźć w okolicach mojego miejsca zamieszkania Passata z przebiegiem w okolicach 100 000 km... Aż w końcu pojawiła się Toyka Corolla D-4D. Szybka rejestracja na forum internetowym Toyoty Corolli. Opinie nt. silnika. TDi i D-4D to chyba najlepsze silniki diesla na rynku, w swojej klasie cenowej. Kontakt z właścicielem. Krótkie oględziny Następny krok to tel. do ASO Toyoty. Umówiłem się na kompleksowe badanie auta. Sprawdzenie lakieru, podłączenie do komputera, sczytanie błędów, oględziny auta przez mechanika, sprawdzenie stanu podwozia, geometria. Wiadomo, 300 pln trzeba wydać, ale w całkowitym rozrachunku, opinia ASO się opłaca. Ze sprzedawcą umówiłem się 30 minut przed badaniem auta w ASO. Przy całej transakcji towarzyszył mi znajomy, który miał za zadanie zniechęcać mnie do kupna auta. Z zewnątrz auto wydawało się bardzo przyjemne, miłe, ladne, wymyte, odkurzone, zadbane - nic tylko kupować... jasne! Krótka przejażdżka też utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja stara Honda Civic jest do niczego i że ta 'nowa' Toyota Corolla to jest to co chcę MIEĆ!! No dobrze, ale nie o to przecież chodzi przy zakupie auta. Przyjmując takie kryteria to można kupować NOWE NOWE auto, a nie NOWE UŻYWANE!! Badanie ASO Wizyta w ASO należała do przyjemnych. Panowie mnie zaproslili do środka. Byłem cały czas obecny przy oględzinach samochodu. Mechanicy opowiadali o stanie technicznym. Co jest do wymiany, zachwalali, stwierdzili japońskie pochodzenie auta. Plus. 15 minut badali powłokę lakieru - centymetr po centymetrze. Na tej podstawie uznali bezwypadkowość samochodu. Stan zawieszenia, hamulców, ilość zostawianych śladów na jezdni - wszystkie te informacje otrzymałem na stosownych wydrukach. Plus dodatkowe odpowiedzi na moje pytania - wszystko to pozostawiło na mnie bardzo pozytywną wrażenie nt. serwisu Toyoty. Co najważniejsze dopiero podłączenie do komputera pozwoliło na ocenę stanu wtryskiwaczy w D-4D - ich stan, wg internautów, miał mieć niebgatelne znaczenie przy zakupie auta. Decyzja Po wyjściu z ASO - zapada pozytywna decyzja o zakupie. Jeszcze tylko negocjacje ze sprzedającym. I umówiliśmy się na dzień następny na finalizację transakcji oraz na 'porządną' jazdę próbną!! Zakup Ostatnia jazda autem wypadła pomyślnie, przy okazji zahaczyliśmy o komisariat policji, celem ustalenia czy pojazd nie jest aktualnie poszukiwany przez organa władzy. Umowa przygotowana, kasa gotowa (część gotówką, część przelewem internetowym na oczach właściciela) i Toyka stała się moją własnością. Wnioski? Do dziś nie wiem, czy dokonałem dobrego wyboru!! Skąd mam wiedzieć, nie mam żadnej pewności co do historii pojazdu. Na razie jestem zadowolony!! I niech tak pozostanie.
Przy okazji. Zaryzykuję i opowiem Wam jak sprzedawałem moją Hondę!
wtorek, 26 lutego 2008
Mały come back
Wiem, wiem, wiem... prawie 3 miesiące przerwy! Jest więc parę PLUSÓW, które powinny przesłonić mi oczywiste minusy (brak czasu) - jednym słowem potrzebna mobilizacja, żeby nie zabić już tej pracy, którą wykonałem. Wniosek - wracamy do pisania! Jeszcze raz dziękuję czytelnikom za e-maile i za te kilka komentarzy oraz innym 'czynnikom', które mam nadzieję będą mnie mobilizować do 'naprawiania świata moto'. Jednak nie ma to jak szczere zainteresowanie czytelników blogiem...
poniedziałek, 19 listopada 2007
Historie z życia - wielka wyprawa
Niedawno van_der_bart przysłał mi bardzo ciekawy tekst. Sam był w podobnej sytuacji jak Wy - postanowił kupić nowy używany samochód! Naprawdę polecam Wam ten tekst, jest bardzo życiowy, częściowo jest potwierdzeniem tego co ja Wam staram się 'wbić do głów' :), a częściowo van_der_bart wychodzi naprzeciw Waszym oczekiwaniom i podaje kilka naprawdę cennych porad. Oczywiście nie zapomniał też o puencie, więc historia zawiera wszystko co powinna zawierać. Miłej lektruy. Naprawdę warto! Aha... i van_der_bart prosił, żeby nie podawać jego danych, imienia i nazwiska - stąd: van_der_bart. Van_der_bart pozwoliłem sobie zredagować delikatnie Twój tekst, nie zmieniając, mam nadzieję, jego wartości :) Teraz moje rady. Następnie znajdujemy na forum polecany warsztat przez użytkowników w naszym mieście. Tu trzeba być cierpliwym, wiadomo każdy może napisać nawet sam mechanik, że u niego jest najlepiej, najlesza obsługa itd. Należy przebrnąc przez wszystkie strony (u mnie 32) i wyłowić ten co najczęściej był wymieniamy. Wiadomo 100 loginów nikomu się nie chce tworzyć. Następnie dzwonimy. Pytamy się bardziej szczegółowo na co zwracać uwagę. Tutaj ja spytałem się o automat w moim wymarzonym modelu (BMW serii 3 touring lata 1995-1999), bo wiadomo niezbyt popularny gażet u nas w Polsce oraz jakie są koszta ewentyalnych napraw. Mechanik (miły pan) powiedział, że mało awaryjne i wygodne użądzenie w tym modelu, jednak przestrzegał mnie przed dieselem, ktory to chce miec. Wszedłem ponownie na forum, sprawdziłem informacje na temat tego silnika i zgadza się - wadliwy, gdy się o niego nie dba. Tu też znalazłem poradnik na co zwracac uwagę przy kupnie diesla i juz mamy kilka ciekawych stron z drukarki. Dalej szukanie ofert allegro, otomoto, autotrader. Znalazłem kilka, telefon do właściciela i rozmowa. Już przy rozmowie można stwierdzić, czy auto coś jest warte czy nie. Znając już nasz model wypytujemy się dokładnie czy zapala na zimnym, czy na cieplym itd. Zdjęcia są ważne, ale nie najważniejsze. W tym przypadku pan się nie plątał, więc decyzja - jedziemy! Ale nie od razu. Najpierw szukamy następnego na tej trasie, znajdujemy dzwonimy tu też wszystko wygląda w porządku. No to w drogę - jedziemy 600 km w jedną stronę, ale po 2 samochody, jak nie jeden to może drugi. Dzwonimy i mówimy, że jedziemy proszę nie sprzedawać. Teraz bardzo ważna rzecz. Jeżeli już jedziemy kupić, trzeba mieć przy sobie umowę. Ważne, żeby poznać wszystkie kruczki, jak się zabezpieczyć w umowie na wypadek "własciciel mówi nie bite, a na pierwszym badaniu technicznym wychodzi, że złożony z 3 samochodów". Można wszystko zawrzeć w tej umowie w końcu państwo prawa (dobrze ze już nie "i sprwawiedliwosci"). [naprawdę nie mogłem usunąć tego komentarza :)] Tutaj zaczyna się moja historia jak to poznałem Pana Zenka i Kafarafa Czegotojaniemoge. Teraz jazda próbna. Jeździ prosto, przy puszczonej kierownicy nie skręca, ma nawet kopa, jednak srodek trzeszczy. Po rozmowie z Kafarafem dowiaduję się, że może i był kręcony, ale, który nie jest (tu już Poszliśmy coś zjeść i tam zaczeliśmy rozmawiać na spokojnie bez wtrącania się Pana Zenka i Kafarafa - co tez jest ważne. Technicznie może i dobry, ale za dużo wmawiania dziwnych rzeczy. Werdykt - albo złom, albo warto przymknąć oko na środek i zaryzykować, bo technicznie - jak dla laika - dobre. Jednak są wątpliwości, a jeżeli są wątpliwości - to nie warto. Po powrocie zobaczyłem, jeszcze raz zdjęcia tego samochodu. Teraz widziałem, że robione były tak, aby nie pokazać wytarć skóry, aby do końca nie było widać kiepskiej, roboty lakiernika na lewym błotniku. Warto być cierpliwym, nie żałuję, że pojechałem, bo się nauczyłem jeszcze więcej - co może mi dać w przyszłości iż nie stracę ciężko zarobionych pieniędzy. Troszke się rozpisałem, ale chciałem się podzielić moimi spostrzeżeniami totalnego laika na temat Warto zwrócić uwagę na wszystkie plusy i minusy danego modelu, może głos ludu przestrzeże przed jakimiś samochodami. Po za tym wiadomo, iż przy kupnie samochodu używanego wszystko może się zdarzyć. możemy trafić na egzemplaż nie psujący się, a możemy trafić na skarbonke bez dna (tylko Życze Wam tego, aby każdy zakup był trafny i abyście nie trafiali na oszustów, albo ludzi znających wady ale milczących (miły był Pan Zenek, ale nie wszystko powiedział, nie nazwałbym go oszustem, ale jednak troszkę mijał się z prawdą czasami). Jutro jadę jeszcze raz w trase. Może już ostatni raz, a może nie. Trudno raz się żyje, przynajmniej wiem że robie, dużo aby pomóc szczęściu :D Pozdrwawiam van_der_bart. ----------------------- I ja się przyłączam do życzeń van_der_barta - bądźcie ostrożni, czujni przy zakupie auta używanego - i miejcie dużo szczęścia!! :)
piątek, 02 listopada 2007
Co sprawdzić, cz. 10: wyposażenie
W naszym wymarzonym aucie sprawdziliśmy na własną rękę już prawie wszystko co można było sprawdzić nie zatrudniając do tego zadania fachowców. Większość z tych rzeczy powinniśmy potwierdzić w autoryzowanej stacji obsługi, gdzie do naszej dyspozycji będą wszystkie niezbędne do tego celu narzędzia oraz fachowcy, którzy naprawdę znają się na rzeczy. Teraz zabierzemy się za sprawdzenie całego wyposażenia, które zgodnie z ofertą sprzedającego powinno działać w naszym samochodzie. A więc elektryka, klimatyzacja, ABS, światła, wycieraczki, wspomaganie kierownicy, ogrzewanie szyb, ogrzewane fotele itp. ... i chyba co najważniejsze poduszki powietrzne. Z poduszkami sprawa jest o tyle skomplikowana, że we własnym zakresie mamy ograniczone możliwości sprawdzenia czy poduszki w naszym samochodzie są czy ich nie ma. Zwykle, jeśli sprzedający wie, że w samochodzie, którego chce się pozbyć nie ma poduszek, ponieważ zostały one już wykorzystane, to nie ma podstaw do tego, żeby informować że tych poduszek faktycznie nie ma. Kupujący i tak prawdopodonie nie sprawdzi tego faktu, a jeśli sprawdzi, to znajdzie się inny, który nie sprawdzi. I nawet jeśli wszystkie kontrolki informujące o poduszkach w samochodzie informują Cię, że poduszki są to nie warto im wierzyć... Każdy elektryk potrafi tak przepiąć kable, aby świeciły się te kontrolki, które jemu się podobają. Tak więc nie pozostaje nic innego jak udać się ASO, podpiąć nasze auto do komputera i zaczekać na wydruk.
wtorek, 16 października 2007
Historie z życia - przypadki doświadczonego
Kilka dni temu znajomy postanowił zmienić auto, zamarzyła mu się klasa średnia. Pojeździł trochę po komisach w Warszawie, jego uwagę przykuło kilka aut, ale szczególnie warte opisu są dwa... Renault Laguna II KOMBI 2.2 2002 r.
Treść ogłoszenia jednoznacznie wskazuje, że sprzedawcą jest firma/komis (niestety nie mogłem ujawnić danych teleadresowych tego komisanta :( ) Niestety (?) auto sprzedawane jest prywatnie przez pracownika firmy, więc jeśli ktoś liczył na ewentualną gwarancję komisu, to się przeliczył. Środkowe szycie na fotelu kierowcy pekniete i czyms zaklejone - a zdjęcie tego efektu nie przedstawiało. Nie tego byśmy się spodziewali. No ale czego spodziewać się po używanym aucie... Drugie auto. Saab 9-5 KOMBI 2.3 2000 r. Samochodzik starszy od Laguny, ale jednak to Saab! "Biorąc pod uwagę wiek, przebieg i że jest to rzecz martwa to nadwozie ujdzie" - ładnie powiedziane. W środku jak przystało na auto o przebiegu zbliżonym do 200kkm, a wygladał lepiej od Laguny - no ale to kwestia jakości którą oferuje fabryka. Usterki: popsuty wyswietlacz komputera, jak go człowiek odpalił, to poszła wielka chmura siwego dymu. Średnie spalanie 20.1l na 100km - to dobre. Żeby nie było samego narzekania, to silnik chodzi bardzo rowno. Dla odmiany niestety dość mocno słychać rozrząd, czyli w tym modelu na dzień dobry okolo 2-3k dopłaty. Na koniec humorystycznie: "kluczyk od saaba wygladał jakby go pies wyżuł, ale karta od Laguny nie
Szukajcie INNYCH aut...
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Społeczności
Wasze historie
Nazwam się Krzysiek i w pewnym momencie postanowiłem... naprawić świat moto.
br> br> br>
br>
|